Alchemia światła
Co prawda blacharz Bratkowski zapewniał, że konstrukcja jest pierwszorzędna, ale przecież różnie może być. I chociaż iskra olśnienia każe mu wierzyć w sukces, to nieustannie majaczą też przed nim porażki wielkich poprzedników. Wszyscy, którzy próbowali, utonęli w mrokach złudnego postępu. Czy on naiwnie podzieli ich los?
Zamyślony przysiada na zydelku, ale zaraz znów nerwowo się podrywa. Bierze głęboki oddech i ostrożnie odmierza porcję nafty. Wydestylowany olej skalny przenika każdy zakamarek ponurym oparem. I pomyśleć, że ta cuchnąca ciecz to remedium na wszelkie bolączki!
Łukasiewicz sięga po zapałki, w pełnym napięcia oczekiwaniu podpala knot i nagle zaskoczony zamiera. Nikły płomień w okamgnieniu jarzy się żywym blaskiem! Światło zaklęte w walcowatym kominie z blachy i miki jest nareszcie stabilne i nadzwyczaj jasne. Każda kolejna próba daje ten sam rezultat, a Ignacy Łukasiewicz ma już całkowitą pewność – jego lampa naftowa to wynalazek, który zmieni świat.
Wieczorem 30 marca 1853 r. sensacyjna iluminacja przyciąga ciekawskich przed witrynę apteki w pasażu Mikolascha. Już cztery miesiące później, nocą 31 lipca 1853 r., lampy skonstruowane przez skromnego polskiego farmaceutę ratują ludzkie życie, oświetlając salę operacyjną miejskiego szpitala we Lwowie. Nie mija rok, gdy w podkarpackich Gorlicach staje pierwsza naftowa latarnia uliczna. W kilkanaście kolejnych lat cały świat na dobre wymyka się ciemności, a człowiek po raz pierwszy w dziejach naprawdę przejmuje kontrolę nad nocą i dniem.









