Echo marzeń
Góra życzeń
Napływają z całego świata i przez okrągły rok. Setki tysięcy listów. Z Polski, Tajwanu, Ekwadoru, Ugandy. W okamgnieniu ich kopczyki rozrastają się w niezmierzone i nieskończone góry pragnień.
Prozaiczne chciejstwa, ważne prośby, infantylne kaprysy, ekscentryczne fantazje, a niekiedy wylane łzami atramentu nawoływania.
Mkną prosto ku dalekiej Północy, niesione wichrami różnych ludzkich losów w arktyczną głuszę Laponii. Tam, gdzie mityczny Joulupukki podobno wysłuchuje wszystkich życzeń i gdzie pulsuje zawsze gorące serce nadziei.
Dla jednych pisanie tych listów to tylko niewinna zabawa, miła tradycja. Dla innych, choć się do tego głośno nie przyznają – stricte magiczny akt zaklinania przyszłości. Oto powierzają skrawkowi papieru najskrytsze zakamarki duszy i oczekują na echo. Z każdym pociągnięciem pióra uwalniają głęboko tkwiące tęsknoty i dążenia, chcąc wreszcie nadać im bieg. Liczą, że w końcu ktoś lub coś, jakaś wszechwładna siła, wysłucha i spełni ich życzenia.
A on słucha uważniej niż ktokolwiek. I każdego szczerze zapewnia: „Nawet jeśli ty nie wierzysz we mnie, to ja wierzę w ciebie”.
On, ten dobroduszny białobrody. Wytwór fińskich legend i pospolitej komercji, funkcjonujący na styku pradawnych wierzeń i współczesnego kiczu. Pozbawiony koźlich rogów i rzekomo latających reniferów, święty bynajmniej też nie jest. Mikołaj z Rovaniemi to zwykły człowiek – lecz ma wyjątkową moc: szczodrze obsypuje zaczarowanym pyłem słów.
W owych słowach zawiera się zaś banalna prawda, brutalna dla przesądnych i zarazem nad wyraz pokrzepiająca dla realistów. Na nic gorliwe litanie słane pocztą na drugi koniec świata, spalane w kuglarskim ogniu, wkładane do buta, skarpety lub pod poduszkę z nadzieją na cud, łaskawy los, metafizyczną opatrzność. Wszystko jest bowiem wyłącznie w twoich rękach.
Czy nie lepiej zatem zamiast kolejnego naiwnego listu do Mikołaja, skreślić tym razem parę linijek do samego siebie? Obfitujących w marzenia, ale bezwarunkowe, niezależne od fatum i możliwe do spełnienia zwyczajnym ludzkim sposobem – acz z nadzwyczajnym przeświadczeniem o tym, że dasz radę. Bo dasz. On w to wierzy. Mocno trzyma kciuki za każdego, kto ośmieli się przejść od słów do czynów.
Przekształć marzenie w działanie
Słowa. To właśnie one – wypowiedziane, spisane, puszczone w eter i życzliwie powracające – są początkiem wszystkiego. Pozostaną jednak beztreściwym pustosłowiem, dopóki nie przemienisz ich w namacalny fakt. Ale po kolei.
Najpierw, w sprzyjającej chwili, po prostu wpraw myśli w swobodny dryf i daj im wybrzmieć. Bez ironii, autocenzury i groteskowych zmyśleń, za to z autentyczną refleksją o tym, czego chcesz, co może przynieść jutro i jak po to sięgnąć. Uchwyć osobiste pragnienia lub biznesowe wizje w odpowiedziach na kluczowe pytania:
A teraz przyjmij perspektywę architekta wielkiej idei i przekształć marzenie w rzeczywistość. Spełnia się ono, gdy przestaje być tylko marzeniem i zmienia się w intencję – świadome dążenie, które nadaje kierunek myśli, strategii i działaniu.
Żeby naprawdę zacząć, nie porywaj się jednak na zawiłe plany, wycyzelowane w każdym detalu i zatrważające monumentalnością aspiracji. Zamiast tego wytycz drogę do celu jednym prostym postanowieniem, osiągalnym tu i teraz. Zastanów się:
Przelej wnioski na papier. Tym sposobem luźne wyobrażenia stają się konkretną i klarowną kotwicą późniejszej akcji. A skoro o tym mowa, pozostaje najważniejsze. Przejdź od słów do czynów. Wykonaj ten pierwszy krok i spełnij marzenie!
A jeśli wciąż nie możesz wystartować, to być może potrzebny ci tylko…














