Arthur Dove, Shore Road (1942).

Arthur Dove

(1880 –1946)

Ojciec chce, żeby Arthur został bogatym prawnikiem. Ale za namową sąsiada dziewięcioletni urwis czmycha do lasu, nad jezioro albo chowa się za stodołą i zapamiętale rysuje. Wkrótce zostaje ilustratorem poczytnych magazynów i pionierem abstrakcjonizmu w Stanach Zjednoczonych. Ojciec dostaje szału, a sąsiad szelmowsko się uśmiecha. W końcu to jego robota!

Na pozór Newton Weatherby jest zwykłym rolnikiem z Genevy pod Nowym Jorkiem. Sadzi ziemniaki, pieli pomidory, brudzi ręce w polu. Ale gdy tylko po całym dniu orki zrzuca gumofilce, pokazuje swoje drugie oblicze: wielkiego miłośnika przyrody i sztuki. To on rozbudza u Arthura naturalistyczne pasje, wytycza jego artystyczną drogę, broni go przed chorobliwą ambicją ojca i nie pozwala na zmarnowanie prawdziwego talentu. To on zabiera go na wyprawy i pokazuje mu życie. Te drzewa, muszle, koła zębate, maszyny do szycia, chmury, barki na jeziorze Seneca, te zegarki, pończochy, ogrodowe rękawice, widły i krowy. Motywy zaobserwowane podczas wspólnych eskapad przewijają się we wszystkich obrazach Arthura, a z czasem zyskują coraz żywsze kolory, coraz bardziej abstrakcyjne formy – to podpatrzone u fowisty Henriego Matisse’a, to wypracowane własną kolażową intuicją.

Arthur Dove debiutuje ze swoimi rewolucyjnymi dziełami w 1912 roku, w nowojorskiej galerii „291” Alfreda Stieglitza. Ma 32 lata, święci triumfy i klepie biedę. Na wsparcie rodziców nie może liczyć, bo ci, pomimo niepodważalnych sukcesów, uważają go za syna marnotrawnego i wielkie rozczarowanie. Lecz Arthur woli jeść suchy chleb, mieszkać w ruderze bez prądu, a zziębnięte dłonie ogrzewać serdecznym wspomnieniem starego Newtona. Za nic nie porzuciłby sztuki dla ojcowskiej wizji kariery, z którą nigdy nie było mu po drodze…

Tekst i koncepcja interpretacyjna: Ewa Kudłacz-Orciuch
Zdjęcia: domena publiczna
Copyright © Heuro. All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone