Gambit Sofonisby
Jeżeli nie Leonardo da Vinci, to kto to namalował?!
Kiedy starzec z lupą pochyla się nad płótnem, zapada cisza tak gęsta, iż miarowe tykanie zegara zdaje się ogłuszającym łoskotem. Obawiając się choćby drgnąć, kolekcjoner w nieznośnym napięciu obserwuje, jak przygarbiony augur lustruje każde pociągnięcie pędzla, misterne detale, subtelne sfumato. Przytyka szkiełko do oka, zamyślony mruczy coś pod nosem, drapie się po brodzie, wzdycha, naraz odskakuje, gorączkowo wertuje grubą księgę, kręci głową i znów zanurza w obrazie badawcze spojrzenie. Gdy wreszcie stają twarzą w twarz, wzrok starca mówi wszystko, a pod nim momentalnie uginają się nogi.
– Jeżeli nie Leonardo da Vinci, to kto to namalował?!
***
Człowiek renesansu
Amilcare Anguissola jest w kropce. Ostatnio zaczął nawet sprzedawać książki i leki, ale na niewiele się to zdaje. Wprawdzie ma co do garnka włożyć, odziedziczył po ojcu szlachecki spadek, cieszy się udanym małżeństwem i ciepłą posadką urzędnika Rady Dekurionów we włoskim miasteczku Cremona. Ale żeby był w pełni zadowolony? Cóż, wcale nie jest różowo, a na myśl o przyszłości ściska go niewysłowiony lęk. W końcu mają razem z Biancą Ponzoni aż siedmioro dzieci, w tym sześć córek. Taką gromadę niełatwo utrzymać. Co gorsza, nie stać go na posagi dla wszystkich dziewcząt, a bez tego mogą one tylko pomarzyć o zacnym ślubie. Załamać ręce? Wielu pewnie tak właśnie by zrobiło, ale on wpada pewnego dnia na pomysł zgoła szalony.
Amilcare Anguissola to prawdziwy człowiek renesansu. Nie inwestuje w ulotny majątek, a w dobra niezbywalne: wychowanie, wszechstronne wykształcenie i rozwój talentów, dzięki którym jego dzieci zyskują bezcenną mądrość, konkretne umiejętności i niezależność.
Jego jedyny syn Asdurbale zostaje muzykiem, córka Minerwa – pisarką, a pozostałe dziewczynki, czyli najstarsza Sofonisba oraz Elena, Lucia, Europa i Anna Maria – malarkami. Dla nich to nie hobby, lecz perspektywiczny zawód z szansą na samodzielne utrzymanie. Oczywiście w teorii, bo w praktyce sprawa nie jest taka prosta. Amilcare to wyborny polityk, ceniony członek Accademia degli Animosi i intelektualnej śmietanki Cremony, wielki miłośnik sztuki, otwarty na nowe fermenty kulturalne i społeczne. To on wprowadza córki do artystycznego towarzystwa, ale musi to robić… tylnymi drzwiami. Mamy bowiem XVI wiek i szokująca awangarda Anguissolich, która wręcz wyprzedza ducha epoki, wymusza sprytne lawirowanie w labiryncie skostniałych konwenansów.
Dobra partia
Nie może nikomu pisnąć ani słowa, bo będzie afera. Nie do pomyślenia, żeby pokazała się w pracowni mistrza. Nie może sama przebywać w męskim gronie, co oznacza zakaz tworzenia z natury, na podstawie modela. Aha, malować może sobie kwiatki, bo sceny rodzajowe, historyczne i religijne są zarezerwowane wyłącznie dla mężczyzn. Co więcej, jako arystokratka nie może zarabiać – może najwyżej podarować swoje dzieła w prezencie dyplomatycznym, przyjmując w zamian wdzięczność, przywileje, kosztowności, stroje.
Zasady piętrzą się i nie podlegają żadnej dyskusji. Ale uparta, błyskotliwa i wychowana w aurze renesansowego rozprężenia Sofonisba gra im na nosie z wirtuozerią godną kremońskiego lutnika Antonio Stradivariego. W 1555 r. maluje swoje siostry przy grze w szachy – typowo męskiej rozrywce, która dla niej stanowi dowód intelektu i obycia oraz symboliczny szach zadany sztywnym obyczajom. Gdy lata później umiera jej pierwszy mąż, wicekról Sycylii Fabrizio Moncada, tworzy zaś religijne przedstawienie Madonny z Istrii, a kolejnej Maryi przyprawia własną twarz. Zmyślnie niesforna jest już jako dziecko.
Gdy całe miasto jeszcze śpi, Sofonisba wymyka się z rodzinnej willi przy Piazza Guglielmo Marconi 11 i wlokąc ze sobą w charakterze przyzwoitki młodszą siostrę Elenę, dociera uliczkami Cremony prosto do domu Bernardino Campiego. Sławny portrecista w okamgnieniu konstatuje, że obie panny Anguissola są utalentowane jak rzadko, ale to zdolności tej starszej, wówczas jedenastoletniej, wprawiają mistrza w istne osłupienie.
W ciągu zaledwie trzech lat nauki malarstwa Sofonisba osiąga taki poziom artystycznego wyrafinowania, który innym zajmuje nawet pół życia.
Sofonisba Anguissola (1532–1625) to genialna renesansowa rysowniczka i malarka, a przede wszystkim niezrównana portrecistka, tworząca w stylu manierystycznym. Z intuicyjną empatią i fotograficzną precyzją wydobywa osobowość, emocje, głębię, detal i moment. Jej talent dorównuje, a wręcz przerasta wielkich mistrzów epoki, którym potem mylnie przypisywane są niesygnowane dzieła pierwszej damy malarstwa.
Giorgio Vasari, „Żywoty najsławniejszych malarzy, rzeźbiarzy i architektów”
„Gra w szachy”, Sofonisba Anguissola (1555). W kolekcji Muzeum Narodowego w Poznaniu.
O co tak naprawdę tu chodzi?
Ale czy to zwykła rodzinna scenka? Pokaz arystokratycznej mody? Metafora walki z ludzkimi pionkami i szachownicą życia? Symbol przemijania? A może raczej dowód niezłomnej jak dąb pewności siebie, inteligencji, obycia i emancypacji kobiet w czasach, gdy i szachy, i malarstwo były domeną mężczyzn? Czy to zatem bezczelnie feministyczny szach zadany przez artystkę męskocentrycznym konwenansom?
Cokolwiek tu dostrzegasz, „Gra w szachy” to jedno z tych dzieł, które można interpretować na wiele sposobów i każdy będzie słuszny, jeśli tylko niesie istotny dla ciebie przekaz.
Szach!
Gdy Amilcare Anguissola orientuje się w sytuacji, podejmuje błyskawiczne działania. Z nadzieją na intratne zlecenia i dobrą przyszłość, posyła najpiękniejsze dzieła Sofonisby na lokalne dwory, do prominentnych artystów i znajomych. Jej rysunki i obrazy wiesza też gdzie popadnie w domu, aby przyciągały wzrok gości z grubym portfelem i koneksjami. Wykorzystując marketingową smykałkę, staje się pierwszym promotorem swojej córki, przed którą otwierają się nagle wrota niesłychanych możliwości – w tamtych czasach w zasadzie kompletnie dla dziewcząt niedostępnych.
Bo jakże to: kobieta malarką? Rzecz bez precedensu! Dla niektórych – żart, kuriozum, skandal i herezja.
Na szczęście boski Michał Anioł Buonarroti jest innego zdania. Sędziwy już wówczas artysta dostrzega talent Sofonisby i w 1557 r. odpisuje na list jej ojca. Nie przysyła jednak zgodnie z prośbą własnego szkicu, na którym dziewczyna mogłaby ćwiczyć. Zamiast tego rzuca jej artystyczne wyzwanie: uśmiech łatwo oddać, ale płacz i smutek – to wyższa szkoła jazdy. Zanim ktoś ją powstrzyma, Sofonisba już wkłada dłoń braciszka do koszyka ze szczypiącymi rakami, a gdy malec zanosi się bolesnym grymasem – ekspresyjny rysunek węglem i ołówkiem jest gotowy!
Niebawem nad kunsztem i artystyczną wrażliwością kremońskiej malarki rozpływa się w zachwytach wielki Giorgio Vasari. Po wizycie w domu Anguissolich historiograf zamieszcza poświęconą jej notkę na łamach głośnych „Żywotów najsławniejszych malarzy, rzeźbiarzy i architektów”. I tak krok po kroku sława Sofonisby Anguissoli zatacza coraz szersze kręgi, przynosząc lukratywne zamówienia portretowe na dworach Gonzagów w Mantui, rodu d’Este w Ferrarze, a wreszcie Habsburgów w Madrycie.
Jak to możliwe?!
Można pomstować, ale też pękać z dumy – wszak mowa o najwybitniejszym artyście w dziejach, któremu mało kto dorasta do pięt!
Uderzające podobieństwa
Nadworny pędzel
Takiej oferty się nie odrzuca. Gdy w 1559 r. Filip II, król Hiszpanii z dynastii Habsburgów, wyraża życzenie, aby Sofonisba Anguissola została dwórką i prywatną nauczycielką malarstwa jego żony Elżbiety Walezjuszki, artystka wprost nie posiada się ze szczęścia.
Na kolejne czternaście lat jej domem i atelier zostaje monumentalny pałac Escorial w Madrycie, który aż puchnie od dworskich obowiązków. Sobie tylko znanym cudem Sofonisba godzi funkcję damy do towarzystwa, zabawiaczki, tancerki na balach, przyjaciółki, powierniczki, nauczycielki i wziętej nadwornej malarki. Oficjalnie rolę tę pełni hiszpański malarz Alonso Sánchez Coello, który po prawdzie często jedynie powiela kompozycje Anguissoli. Bo tylko ona potrafi tak zręcznie uchwycić prawdę i subtelnie ukryć wady członków królewskiego rodu. Ot choćby garb i zapalczywość infanta Don Carlosa. A także tragedię przedwczesnej śmierci Elżbiety. Wydarzenie to wpędza malarkę w głęboką rozpacz i ostatecznie, pomimo nalegań władcy, skłania ją do opuszczenia dworu.
W podzięce za zasługi Sofonisba otrzymuje od Filipa II to, czego nie mógł jej dać ojciec – z kosztownościami i roczną pensją w wysokości 1000 dukatów wraca do Włoch i bierze ślub. Jej pierwszy mąż, Fabrizio Moncada, ginie na morzu. Chichot losu sprawia, że drugim wybrankiem zostaje Orazio Lomellino, kapitan statku, z którym zakochana po uszy artystka spędza swoje najwspanialsze lata.
Nie sposób zliczyć, jak wiele manierystycznych dzieł z okresu hiszpańskiego wychodzi spod pędzla Sofonisby Anguissoli. I nikt już nigdy się tego nie dowie. Gdy w 1671 r. pałacową bibliotekę w Escorialu trawi pożar, gros prac włoskiej artystki ulega bezpowrotnemu zniszczeniu. Wiele zaś z ocalałych niestety nie ma podpisu – i wtedy zaczyna się trwający kilka stuleci artystyczny cyrk.

Kim jest to dziecko i kto je namalował?
Złodzieje tożsamości
Szczęście w nieszczęściu, splendor, złośliwość fatum i sprawiedliwie powracająca fortuna – oto, co się dzieje. Sofonisba Anguissola dożywa szacownego wieku blisko 93 lat. Choć z czasem traci wzrok i sprawność w palcach, jej fenomenalny umysł pozostaje ostry jak brzytwa. Rok przed śmiercią odwiedza ją jej następca na dworze Filipa II, ceniony flamandzki malarz Antoon van Dijk, który skrzętnie notuje porady i maluje ostatni portret artystki.
Dzięki gestom zapisanym na płótnie i papierze pamięć o Anguissoli na przełomie XVI–XVII w. wciąż kwitnie, lecz niestety z nastaniem kontrreformacji zupełnie zanika. Kościół z zawziętą pasją tępi renesansowe ideały. Wykreśla też z historii artystki, bo sama myśl o takim „wybryku natury”, w dodatku szalenie utalentowanym, wydaje się ówczesnym zwyczajną niemożliwością i obrazoburstwem. Kobieta ma haftować, gotować, modlić się, zajmować dziećmi i domem, a nie oddawać twórczej rozpuście. Gdy zatem tu i ówdzie trafiają się niepodpisane prace, nikomu nie przychodzi nawet do głowy, że to kobieta mogłaby być ich autorką.
Tym zrządzeniem losu w dziełach Sofonisby Anguissoli kolekcjonerzy dopatrują się Leonarda da Vinci, Michała Anioła, Tycjana, Paola Veronese, Diego Velázqueza, Francisco de Zurbarána, El Greco. Nawet jeśli mają wątpliwości, nie drążą tematu proweniencji, bo uznane nazwisko mistrza epoki gwarantuje im zawrotne zyski.
Kiedy prawda wychodzi wreszcie na jaw, „znawcy” odwracają kota ogonem, twierdząc, że ta cała Sofonisba to wcale malować nie potrafiła… Świat sztuki bije się w pierś dopiero po czterystu latach, gdy równouprawnienie staje się normą. W początkach XXI w. Sofonisba Anguissola zostaje ponownie odkryta, a zaskoczeni miłośnicy sztuki odnajdują jej najsłynniejsze obrazy… w Polsce.
Co za tupecik!
Polska Sofonisba
Tak jak niegdyś jego ojciec, tak teraz Asdrubale Anguissola wpada w finansowe tarapaty. I to na tyle poważne, że zaczyna wyprzedawać rodowy majątek. „Grę w szachy” nabywa od niego rzymski kardynał i kolekcjoner Odoardo Farnese. W XVIII w. obraz trafia zaś w ręce Burbonów i wisi w pałacu Capodimonte w Neapolu, skąd zostaje zrabowany podczas wojen napoleońskich. Niedługo później płótno wyłania się na rynku sztuki w Paryżu, beznadziejnie krążąc między kapryśnymi marszandami. Aż wreszcie w 1823 r. kultowe dzieło wpada w oko hrabiego Atanazego Raczyńskiego. Ten wytrwany kolekcjoner błyskawicznie docenia jakość malunku i zabiera go z sobą do Berlina – najpierw do galerii przy Unter den Linden 21, a potem do Raczynski-Palais, który stoi w miejscu dzisiejszego Reichstagu. W 1874 r. pałac zostaje zburzony z myślą o budowie siedziby niemieckiego rządu, Atanazy umiera, a jego kolekcja sztuki ląduje na mocy testamentu w Nationalgalerie na berlińskiej Wyspie Muzeów, by ostatecznie dotrzeć do Pałacu Raczyńskich w Rogalinie i Muzeum Narodowego w Poznaniu.
Gdy dekady później kremońska malarka święci triumfy, rozżaleni Włosi ustawicznie wypożyczają „Grę w szachy” do swoich galerii i muzeów. Obraz jeździ po świecie, ale jego fenomen rozumieją tylko nieliczni… Sofonisba Anguissola – pierwsza kobieta, która zyskała międzynarodowe uznanie artystyczne – na wieki popadła w zapomnienie i pomimo współczesnego rozgłosu wciąż zdaje się być postacią najwyżej drugoplanową. O Tycjanie i Buonarrotim słyszał każdy. O niej – wie mało kto. Milczeniem zbywa ją nawet Cremona, jej rodzinne miasto we Włoszech, które wyżej stawia dziedzictwo wybitnego lutnika Antonio Stradivariego.
Ale czy Sofonisba to jedyna kobieta w cieniu mężczyzn – malarka w cieniu malarzy?
Szlak sztuki
Polska posiada aż trzy obrazy Sofonisby Anguissoli – najbardziej rozpoznawalną „Grę w szachy” z 1555 r. (Muzeum Narodowe w Poznaniu), „Autoportret przy sztaludze” z 1554 r. (Muzeum-Zamek w Łańcucie) i „Portret mężczyzny z córką” (obraz niesygnowany; Muzeum Narodowe w Warszawie).
Pozostałe dzieła znajdują się m.in. we Włoszech, Hiszpanii, Francji, Austrii, Niemczech, Danii, Irlandii, Wielkiej Brytanii, Węgrzech, USA. Szlakiem przez światowe muzea lub palcem po mapie cyfrowych galerii, podróż śladami Sofonisby dość szybko przeradza się jednak w podążanie tropem sztuki, której… nie widać. Bo ile jeszcze jest wokół takich artystek widzialnych – niewidzialnych? Tych, które choć też musiały „malować kwiatki” i wysłuchiwać docinków w stylu „Co babie do pędzla?!” Kazimierza Sichulskiego, potrafią uważne oko zachwycić wyjątkowym kunsztem.
Szkicownik taccuino
Portret pani Sofonismy (Sofonisby – red.) malarki, wykonany na podstawie życia w Palermo dnia 12 lipca 1629 roku (1624 r. – red). Miała 96 lat (ok. 93 – red.), wciąż dobrą pamięć i umysł bardzo czujny, bardzo wykształcony. Chociaż z powodu starości niedowidziała, z przyjemnością oglądała obrazy, a przyciskając nos do płótna, potrafiła coś rozpoznać i czerpała z tego wielką rozkosz. Podczas portretowania dała mi różne rady, by nie wystawiać światła zbyt wysoko, bo cienie podkreśliłyby zmarszczki starości, oraz wiele innych dobrych wskazówek, a także opowiedziała mi o swoim życiu, z którego wiadomo, że była cudowną malarką, a największym jej smutkiem było to, że z powodu utraty wzroku nie potrafiła już malować, choć wciąż miała dłoń mocną i bez drżenia.
Antoon van Dijk
Gambit Sofonisby
Zdjęcia: domena publiczna
Copyright © Heuro. All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone





















