Czyj jest chłopiec - żaba?!

Kim jest to dziecko i kto je namalował?! Wszyscy się mylą, a John Marciari miesiącami ślęczy nad płótnem i stawia sobie rozwikłanie tej zagadki za punkt honoru. W końcu to on, znawca włoskiej i hiszpańskiej sztuki z okresu renesansu i baroku, powinien mieć w tej kwestii najwięcej do powiedzenia. Tyle że nadal nie wie, co powiedzieć. Łamie sobie głowę i wreszcie chwyta się jedynego słusznego rozwiązania. Odpowiedź musi się kryć w obrazie – wystarczy tylko uważniej na niego spojrzeć.

Na dobry początek John ma już kilka mocnych tropów. Wie, że dzieło pochodzi z hiszpańskiego dworu i jest datowane na lata 1565–1570. Sportretowany chłopiec ma na sobie arystokratyczny strój ceremonialny, a w lewym górnym rogu znajduje się notka, która teoretycznie powinna rozwiewać wszelkie wątpliwości.

Napis głosi bowiem, że obraz przedstawia hiszpańskiego księcia Filipa II („Filippo P,” czyli „Principe di Spagna”). Sęk w tym, że adnotacja nie jest oryginalna – została dodana znacznie później, i to w języku włoskim. Czy dopuściła się tego infantka Catalina Micaela, która po ślubie zabrała malunek do Italii?

Ktokolwiek za tym stoi – rozmija się z faktami i na wieki wprowadza świat sztuki w wielki błąd!

Marciari nie ma najmniejszych wątpliwości. To na pewno nie jest Filip II Habsburg – w czasie powstawania dzieła syn cesarza Karola V miał już wszak kilkanaście lat, natomiast chłopiec z malowidła liczy sobie na oko zaledwie 4–5 wiosen. Wprawdzie charakterystyczny ubiór faktycznie nawiązuje do mody z okresu dzieciństwa Filipa II, to wiek portretowanego ponownie wyklucza, by był to książę we własnej osobie. Wbrew przypuszczeniom nie jest to także inny z członków rodu, przyszły król Filip III – bo Don Felipe urodził się dopiero w 1578 r., czyli już po namalowaniu obrazu.

Wniosek? Choć namalowanym nie jest sam książę Filip II, to prawdopodobnie ktoś z jego bliskiego otoczenia – być może młodszy kuzyn. Dopóki nie uda się ustalić szczegółów, eksperci zgodnie trzymają się sugestii Marciariego:

Na obrazie widnieje nieznany z imienia chłopiec z hiszpańskiego dworu Habsburgów.

Portret chłopca z hiszpańskiego dworu Habsburgów, Sofonisba Anguissola, 1565–1570. Fot. domena publiczna.
odkrywaj szczegóły
Za przynależnością do dynastii przemawiają rysy twarzy dziecka, uderzająco podobnego do nieszczęsnego Don Carlosa czy młodych książąt uwiecznionych na madryckich portretach w klasztorze Descalzas Reales. Wszystko pasowałoby idealnie, gdyby nie… medalion. Czy na tak prestiżowym portrecie młodzieniec z tego rodu nie powinien nosić Orderu Złotego Runa? Tymczasem błyskotka na jego szyi wcale nie jest tym najważniejszym hiszpańskim odznaczeniem ceremonialnym. Niemożliwe, żeby to była zwykła ozdóbka. Musi coś znaczyć – ale co?

Niektórych zawiłości John Marciari wciąż nie potrafi rozgryźć. Jest przy tym święcie przekonany, że malec wywodzi się z arystokracji, na co wskazuje jego wykwintny strój myśliwski: drogocenna szata z wysoką koronkową kryzą, złotym pasem i dekoracyjnymi pętlicami, której towarzyszą wspaniała zielona czapka, ów sekretny medalion, a także wysadzany klejnotami sztylet i włócznia.

Ledwie zauważalny grymas uśmiechu maluje się na bladej twarzy wielkookiego panicza. Pewnie nieco już znużony pozowaniem i odziany w te kunsztowne złota, żółcienie i zieloności, szybko doczekuje się stosownego, żartobliwego przydomka: „chłopiec – żaba”. Marciari postanawia zrobić wszystko, by kiedyś odkryć jego tożsamość, a tymczasem musi przecież zmierzyć się z drugą tajemnicą obrazu.

Bez wątpienia dzieło nie wyszło spod pędzla Alonso Sáncheza Coello! Ludzie łatwowiernie obstają przy najprostszych wytłumaczeniach, ale wystarczy fachowy rzut oka, by przekonać się, że nadworny malarz Habsburgów tworzył w zupełnie innym stylu. Coello to statyczna kompozycja, surowy kontrast, ostra gra światła i cienia, chłodny dystans, lapidarnie wyciosane twarze.

Natomiast portret chłopca w imponującym nakryciu głowy jest zdecydowanie subtelniejszy, a przy tym osobliwie temperamentny. Miękkie chiaroscuro, łagodny modelunek tła, delikatne przejścia od jasnych refleksów do ciemniejszych tonów, a do tego gładka, miła i pełna emocji buzia kilkulatka, który wręcz zaraz wyskoczy z ram i pobiegnie się bawić. Kto potrafił tak uchwycić moment? Kto tak malował?!

Po nitce do kłębka, rozwiązanie może być tylko jedno: Sofonisba Anguissola!

Genialna włoska malarka, w której dziełach kolekcjonerzy latami, uparcie i oczywiście głównie z myślą o zawrotnych zyskach dopatrywali się ręki Leonarda da Vinci, Tycjana, Diego Velázqueza, Francisco de Zurbarána albo El Greco.
Sofonisba Anguissola. Fragment autoportretu.

Ale co Anguissola robiła na hiszpańskim dworze, dlaczego nie podpisała swojego obrazu i jakim zrządzeniem losu jej najsłynniejsze dzieła trafiły do Polski?

Odkryj pełną historię i rusz śladami Sofonisby

Czyj jest chłopiec - żaba?!

Tekst i interpretacja: Ewa Kudłacz-Orciuch
Zdjęcie: domena publiczna
Copyright © Heuro. All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone
Jesteś tutaj: