Dlaczego musiał złamać skrzydło, by ocalić pilota?

Staje na środku warszawskiego hangaru i z uznaniem kiwa głową. Nie ma jeszcze trzydziestu lat, gdy osiąga to, na co inni nawet nie wpadli.

Zygmunt Puławski nie chce budować kolejnych samolotów, jakie świat dobrze już zna. Chce stworzyć innowacyjną maszynę, która stanie się jednością z pilotem i da mu przewagę w walce. Skrzydła blokują widok, pilot musi wychylać głowę i traci cenne sekundy, mogące zadecydować o życiu lub śmierci. Puławski dostrzega problem i wkrótce wpada na pionierskie rozwiązanie konstrukcyjne: myśliwiec z płatem w kształcie litery „M”.

Jest 1928 r., a już rok później w niebo wzbija się PZL P.1 – pierwszy polski myśliwiec górnopłatowy i zarazem jeden z pierwszych całkowicie metalowych samolotów na świecie. Na skrzydłach Puławski nie poprzestaje i wyposaża maszynę także w podwozie nożycowe, które zmniejsza opór aerodynamiczny maszyny, wpływając na jej większą szybkość i lepszą zwrotność podczas ciasnych manewrów bojowych.

Co zaskakujące, PZL P.1 nigdy nie wchodzi do produkcji seryjnej, lecz staje się bazą jeszcze bardziej udoskonalonych projektów genialnego polskiego inżyniera. Zanim z Urzędu Patentowego nadchodzą pozytywne wieści, Państwowe Zakłady Lotnicze wypuszczają kolejne prototypy i maszyny wdrożone do służby: PZL P.6 (1930), PZL P.7 (1930), PZL P.8 (1931) oraz PZL P.11 (1931), który odgrywa potem istotną rolę w kampanii wrześniowej.

Na fali sukcesu Zygmunt Puławski poświęca lotnictwu każdą chwilę. Nawet w wolnym czasie nie potrafi się powstrzymać od eksperymentów i wbrew sugestiom dyrekcji PZL przeprowadza na własną rękę ryzykowne obloty, podczas których żyłuje maszyny do granic ich technicznych możliwości. W końcu ma to swoje tragiczne konsekwencje.

W pochmurną sobotę 21 marca 1931 r. Puławski podczas lotu doświadczalnego amfibią PZL.12 wpada w sidła porywistego wiatru, traci kontrolę nad maszyną i rozbija się w warszawskiej dzielnicy Ochota, u zbiegu ulic Sękocińskiej i Kaliskiej. Wstrząsająca śmierć zabiera jednego z najbardziej utalentowanych konstruktorów, a wszyscy zachodzą w głowę, gdzie byłoby dziś polskie lotnictwo, gdyby nie pęd Puławskiego do podniebnej brawury…

TROP

Zygmunt Puławski

SYGNATURA

Jesteś tutaj: